poniedziałek, 10 października 2011
miska soczewicy
Mam słabość do zupy soczewicy wprost biblijną. Nie lubię soczewicy, a za każdym razem daję się nabrać. I za każdym razem żałuję. Więc wsuwam tę moją zupę w kolorze pomarańczowej brei i o smaku kiepskiej grochówki i mówię na głos za miskę soczewicy Jakub kupił pierworództwo od Ezawa. A moje koleżanki, skądinąd bardzo miłe i sympatyczne, patrzą na mnie wielkimi oczami. -NIe znacie tej historii? To Biblija. Nie znają, więc streszczam na tyle, na ile pamiętam. I mówię, że bliźniacy, że Ezaw ciut starszy, a Jakub ciut młodszy i opowiadam dalej, aż jedna mnie poprawia, chyba Ezop, nie Ezaw....
I już nie wiem od czego mi gorzej, od tej zupy, czy od Ezopa
piątek, 23 września 2011
Warto pamiętać, co się czytało w danym momencie. Poszukiwanie recepty na okulary było długie i denerwujące. Po przerzuceniu wszystkich ważnych papierów - nie odnalazła się. Po wyrzuceniu wszystkiegi w z torebki - nie odnalazła się. Po przerzuceniu już całkem sporej ilości makulatury - nie odnalazła się. JUż zaczęłam przekładać ubrania w szufladach i nic. Wię wytęzyłam pamięć, co ja czytałam - Dowłatowa? Płatonowa? Z Dumasem na pewno nie wybrałam się do okulisty. Psy! Czytałam I ktoś rzucił za nim zdechłego psa! I oto mam receptę - teraz tylko pójść do optyka. Pójdę z córką, niech mi powie, w których okularach jest mi dobrze. Bo samej mi się wybrać oprawek nie udało.
niedziela, 24 lipca 2011
Taniec na dachu garażu nie jest najmądrzejszą rzeczą. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że garaż wykonany jest z blachy trapezowej. Słowem zaklęciem były wsporniki. Trzymajmy się wsporników, więc taniec był bardziej wszerz. Wesołość, żeby zabić natrętne myśli. Wszystko co robię, robię po to, żeby nie tęsknić, żeby odsunąć od siebie natrętną myśl o ucieczcem o schowaniu się w najgłebszej i najciemniejszej jamie, gdzie nie tylko światło nie dociera, gdzie nie dociera już czas. Tak więc taniec na garażu nie był najmądrzejszy, ale był jednym dobrym wyborem, żeby się nie rozkleić. Żeby nie słuchać jak mówią o Tobie. Żeby nic o Tobie nie mówić, nie myśleć, żeby całkowicie wyrzucić Cie z pamięci. Żeby nie pamiętać Kocham, pragnę, potrzebuję. Które tak często pojawiały się. Zrozum, jak kocham to na zawsze. Rozumiem, bardziej niż się zdaje. Tylko, że zawsze trwa czasem tylko kilka tygodni. Albo kocham znaczyło coś całkiem innego. Nikogo nie potrzebuję. Jest mi dobrze samemu. I tak oto z tych trzech słów kocham, pragnę, potrzebuję tylko pragnę było prawdziwe. Zaspokoiłam to pragnienie, bo wierzyłam w prawdziwośc reszty słów. Szkoda.
poniedziałek, 18 lipca 2011
- Do Warszawy - powiedziałam wręczając kierowcy pksu pieniądze za przejazd. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Nie, nie do Warszawy - dotarło do mnie, że jestem w Warszawie i wracam do domu, najwyraźniej gdzieś w podświadomości mam zanotowane, że Warszawa jest moim domem - Do...
- Wiem dokąd - powiedział kierowca i uśmiechnął się
- Tak pan pamięta pasażerów?
- Trochę pamiętam, a pani ma takie charakterystyczne ubarwienie - kierowca pięknie graserował
I poczułam się nagle jak zwierzę. Mam charakterystyczne ubarwienie na grzywce. Walka z pojawiającymi się siwymi włosami przybrała na grzywce kolor czerwieni. Pozostałe włosy brązowe. Taką miałam fantazję!
koncert
Siedziałam oparta o ścianę. Zamknęłam oczy a muzyka brzmiała trochę, jak strojenie instrumentów, a trochę jak strzępiąca się płaszczyzna jawy, kiedy wpada spada się w czeluść zwaną snem.
wtorek, 12 lipca 2011
Ostatni papieros. Bardziej rytuał niż potrzeba. Lubię rytuały. Pomagają uporządkować rzeczywistość. Łączą czas z przestrzenią. Moja nagroda za cały dzień w pracy. Czas i przestrzeń zamknięta w żarzącym się papierosie. Zatrzymuję na chwilę czas. Cofam go. Bawię się nim. Gaszę papierosa i wszystko wraca na swoje miejsce. Do następnego razu...
niedziela, 29 maja 2011
A to tylko poranek
Świt boleśnie wdzierał się pod powieki. Niedziela boleśnie pojawiła się przed oczami. Aksamit - powiedział - i głową wskazał niebo. Aksamit - potwierdziłam ze smutkiem, a świt bezczelnie przemieniał się w dzień. Gdzieś na parkiecie zdązyłam zgubić smutek. Może przekazałam go dalej. Jak demona, który przeskakuje z jednaj osoby na drugą. Postanowiłam go nie szukać, jak będzie chciał to wróci nie szukany, nie proszony, drogę powrotną zna. Tańczyliśmy, a koniec świata nie nadchodził. Przestraszył się naszego pierwotnego tańca - bez zasad, bez reguł, pełnego emocji. Pozostali tancerze odsuwali się od nas, bo taniec wymagał miejsca. Jak zwykle skończył się nagle i bez sensu. Bez zakończenia wiszącego w powietrzu i grożącego konsekwencjami. Zawsze tak się kończy uwalnia emocje i przekazuje słowa, których nie mówimy, bo nie mają sensu. Bo są chwilą, mgnieniem oka. A jednak ci, którzy stoją z boku słyszą je tak samo wyraźnie jak my. Do następnego tańca, za kilka miesięcy. Mam nadzieję. Do kolejnego świtu pijanego alkoholem, dymem, tańcem.
sobota, 28 maja 2011
Być może świat jest okrągły, jak wszyscy twierdzą. Nie wiem, nie widziałam. Całą krągłość świata widzieli tylko nieliczni. Jest ich tak nie wielu, że praktycznie się nie liczą. W sumie, to czy jest okrągły, czy nie, nie ma żadnego wpływu na moje życie. Może być tarczą na żółwiach, złoniach, a nawet żyrafach. Mam to gdzieś. Dla mnie świat ostatnio ogranicza się do lini pomiędzy domem, a pracą. I nawet ciężko mi stwierdzić, który odcinek tej lini jest najważniejszy. Który punkt. Nie wiem, czy wracam do domu, czy raczej wracam do pracy.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Tęsknota bywa rozrywajaca. Jakkolwiek pretensjonalnie by to nie brzmiało. Wkurza mnie mój sentymentalizm. Wkurzają słowa tak strasznie patetyczne, że nie pod nimi chowa się cały mój ból. Wkurza mnie nie umiejętność przekucia tej durnej i beznadziejnej miłości w czysty cynizm i nienawiść. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. A ja się cały czas czuję nieżywa. Więc w ogóle nie wzmocniona. Wkurza mnie przeniesienia uczuć własnych na drugą osobę. Wiara, że czująto samo, co ja. A przecież sama widzę jak jestem męcząca. Przeież wiem, że sama nie wytrzymałabym z człowiekiem tak niestabilnym emocjonalnie, z człowiekeim, który tak bardzo chce być kochany. Tak jak męczy mnie mój pies skaczący na mnie i łapiący mnie za ręce i nogi tylko po to, żeby przez chwile byc blisko. Jestem jak ten durny pies, którego przygarnęliśmy z żalu, bo taki biedny i kulawy. I pies sięodwdzięcza po psiemu, a o ile byłby ciekawszy, gdyby znikał i powracał po paru godzinach lub dniach. Jak wielka byłaby moja radość z tego, że wrócił. WIęc wkurza mnie to, że potrafię wyciągnąć wnioski, ale nie potrafię nie popełniać w kółko tego samego błędu.
Urodziny. Zajebiście ich nie lubię, Nie wiem, od kiedy. Kiedyś lubiłam, pamiętam. Nie otwierałam oczu, póki nie przyszli rodzice z prezentem, poetm dopóki nie przyszła mama. Moze przestałam je lubić, kiedy nikt mnie nie budził prezentem.
Mam tekie jedno marzenie urodzinowe, żeby mnie ktoś obudził prezentem.
Drugie mam takie, żebym dostała ten dzień dla siebi, żebym mogła robić to, na co mam ochotę. Nie do spełnienia, bo moje ochoty mają na ogół wiele wspólnego z innymi ludźmi. Ludzie nie są przedmiotami, z których mogłabym dowolnie korzystać. A szkoda.
Kolejne urodziny za rok. Na szczęście.
A skoro podsumowania? Dużo mnie ten rok nauczył o samej sobie. Troszke kłamię. Ten rok mi dokopał. Nie wylazłam z dołu i mam wrażenie, że już zawsze będę chora. Bo przecież jestem chora.
Moja płatna przyjacióła pomogła mi popatrzeć na siebie trochę mniej krytycznie. Dzieki niej, potrafię w dzień wolny, mieć dzień wolny. Przez 36 lat tego nie potrafiłam. Każde nic-nie-robienie wywoływało we mnie poważne wyrzuty sumienia. Każdy prezent kupiony samej sobie powodował straszny dyskomfort.
"Jak pani mówi sama do siebie, jak się pani do siebie zwraca?" zapytała mpja płatna przyjaciółka. "Głupia cipa" odpowiedziałam bez namysłu "Bardzo krytycznie" padła odpowiedź i dotarło do mnie, że ma rację. Że patrzę na siebie zawsze gorzej niż na innych ludzi. Inni mogąsię mylić, mogą mieć zły nastrój, albo po prostu mie dość. A ja sama nie. Od razu mówię do siebie "głupia cipo". I oto staram się stojąc przed lustrem i patrząc na siebie zwracać się do siebie troszkę milej. Pomaga.
|
Zakładki:
Inne
Moje miejsce
Podglądam
|